|
poniedziałek, 31 maja 2010
Z cyklu moherowe stringi i bokserki
To zdjęcie zrobiłam specjalnie dla "Gównianej", żeby mogli w niej pisać, że na PiS głosują tylko staruszki i bezdomni. Ale, o zgrozo (!), w plan wkradło mi się jakieś dziecko i kobieta w kwiecie wieku, choć dojrzała:
Dalej, zapluty karzeł reakcji (na rękach):
Jedno zdjęcie kradzione, ze środka tłumu:
Dalej zdjęcia z wczoraj (30 maja) - czyli "mohery zatwardziałe"
Nawet moherowe włosy mają!
Kolejny zapluty karzeł reakcji, na dodatek z nalepką "Polska jest najważniejsza!":
A tu karłów cała gromadka:
Mohery pod sztandarem:
Niektóre (mohery) mają nawet czelność być bardzo zgrabne!
A to najgorsze, co może być czyli zakochane mohery, zdolne do płodzenia malutkich karzełków reakcji:
Co za ohyda!
I na koniec:
Chcieliście Irlandii no to ją macie
Tusk wreszcie dotrzymał obietnicy! Miałam już takie podejrzenia w zeszłym roku, ale dziś jestem pewna! Przekonana jestem, że zaraz część z Was, Szanowni Czytelnicy, zacznie krzyczeć, że to tlement kampanii, ale tym razem nie przyłączę się do tego chóru.
Otóż Charczący (z niemiecka) Donek obiecał nam swego czasu, że w Polsce będziemy mieć Drugą Irlandię (powinniśmy mieć pierwszą, rzecz jasna, ale wszystko w swoim czasie) no i mamy! Ludziska, mamy! Wyjrzyjcie przez okno! Kolejny dzień leje bez przerwy! A u kogo nie leje, ten pewnie walczy właśnie o swój dobytek, bo lało wcześniej i go zatopiło. Wstyd się przyznać, ale na terenach niezalewowych naszym jedynym zmartwieniem jest to, że prania nie ma jak wysuszyć. Jeszcze tylko jeden krok dzieli nas od pełni sukcesu: kryzys przez duże "k". "Nawet zagorzali pesymiści nie byli w stanie wyobrazić sobie gorszego początku roku dla Irlandii: kryzys systemu bankowego, upadła bogata w tradycje firma Waterford Wedgwood, największy eksporter, Dell, przenosi produkcję do Polski, rekordowy wzrost bezrobocia. W obliczu dziur budżetowych państwo może stracić swoją wiarygodność finansową. Celtycki tygrys, niegdyś wzór dla Europy, jest wykończony." (źródło)
Wówczas nasz wspaniały przywódca mógłby dziarsko zaśpiewać (Bronek by chórki robił):
Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie! (Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie) Chcieliście Irlandii, no to ją macie! Skumbrie w tomacie, pstrąg
Taki będzie efekt Cudu Donka. Dzień w dzień. On nawet cyrografu nie sprawdził dokładnie.
niedziela, 30 maja 2010
Bronek siedzi w Budzie... Ruskiej
Nic dziwnego, że szczeka jak ruski Burek.
Nie wiem czemu, ale słowa naszego marszałka/ p.o. prezydenta/ kandydata na prezydenta: "Odpowiadam: konkretnie z całej Polski" kojarzą mi się z głupim kawałem...
W jakim kierunku przemieści się żaba, gdy spuści się na nią z dużej wysokości kamień? Żaba przemieści się równomiernie we wszystkich kierunkach.
wtorek, 25 maja 2010
Apokalipsa Palikota czyli o Szatanie, Antychryście i Fałszywym Proroku
„Potem ujrzałem inną Bestię, wychodzącą z ziemi: miała dwa rogi podobne do rogów Baranka, a mówiła jak Smok. I całą władzę pierwszej Bestii przed nią wykonuje, i sprawia, że ziemia i jej mieszkańcy oddają pokłon pierwszej Bestii, której rana śmiertelna została uleczona. I czyni wielkie znaki, tak iż nawet każe ogniowi zstępować z nieba na ziemię na oczach ludzi. I zwodzi mieszkańców ziemi znakami, które jej dano uczynić przed Bestią, mówiąc mieszkańcom ziemi, by wykonali obraz Bestii, która otrzymała cios mieczem, a ożyła. I dano jej, by duchem obdarzyła obraz Bestii, tak iż nawet przemówił obraz Bestii i by sprawił, że wszyscy zostaną zabici, którzy nie oddadzą pokłonu obrazowi Bestii. I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia - imienia Bestii lub liczby jej imienia. Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.” (Ap 13,11-18 )
Jeszcze fragment z Koranu:
„A kto jest bardziej niesprawiedliwy aniżeli ten, który wymyśla kłamstwo przeciwko Bogu? Albo który mówi: "Zostało mi objawione!" - a nic mu nie zostało objawione i który mówi: "Ja ześlę coś podobnego do tego, co zesłał Bóg!". Gdybyś mógł widzieć niesprawiedliwych przebywających w otchłaniach śmierci i aniołów z wyciągniętymi rekami: "Wyprowadźcie wasze dusze! Dzisiaj otrzymacie zapłatę - karę poniżenia - za to, iż mówiliście nieprawdę przeciw Bogu i wynosiliście się dumnie ponad Jego znaki!". (Sura 6,93)
czwartek, 20 maja 2010
Korytko... rzeczki
Bardzo ważny, w obliczu powodzi, wywiad:
Swoją drogą to tyle lat minęło od ostatniej powodzi, że naprawdę nie rozumiem dlaczego mieszkańcy nie domagali się głośno, by coś w sprawie wałów zaczęto robić! Ja wiem, że zwykli ludzie nie dysponują takimi kwotami, żeby samemu coś zrobić, ale gdyby tak poszli do mediów (które przecież uwielbiają wszelkiego rodzaju "sensacje")? Bierność naszego społeczeństwa sama na siebie sprowadza nieszczęścia. To jest przykre, ale niestety tak uważam. Pewnie usłyszę zaraz, że jestem podła i wstrętna, ale cóż ukształtowały mnie po części polskie media. Moje "zarzuty" dotyczą szczególnie ludzi w sile wieku, bo to oni powinni być zaradni i "obrotni". Obecna powódź też nie jest czymś niezwykłym, bo zdaje się, że powodzie powtarzają się w naszym kraju cyklicznie i można było przewidzieć, że prędzej czy później znów woda wyleje. I co będzie za kolejnych 10 - 13 lat?...
środa, 12 maja 2010
300
300
10 minut przed planowanym zbieraniem podpisów pod Pałacem Prezydenckim byłam na Placu Bankowym. Z każdym krokiem zbliżającym mnie do Pałacu ogarniał mnie większy niepokój. Żadnych oznak poruszenia, nic nadzwyczajnego. „A jeśli będzie nas tylko garstka? Jeśli spóźnię się te 5minut (z Bankowego to jednak kawałek, zwłaszcza jak się jest dziewczyną 1,60m wzrostu) i nikogo już nie będzie? Nie zdążę się podpisać?”. Miodowa, przyspieszam kroku. Gorąco mi z powodu narzuconego sobie tempa i nagle: „O cholera! Gdzie oni te podpisy zbierają? Taki tłum, że nic nie widzę!”. Ulga. Pierwsze co rzuca mi się w oczy to stropiona reporterka Polsat News. Jakiś wzburzony człowiek krzyczy do niej: „TVN kłamie!”, a ludzie biją mu brawo. Ktoś podchodzi do niego i mówi, „ale to nie jest TVN, tylko Polsat”, „Tak? A co za różnica?”. Mnie zdziwiło to, że dziewczyna sama nie umiała tego powiedzieć. Nie wie z jakiej jest stacji?
Pod flagą z napisem „Grupy Oporu Solidarni” ze znakiem Polski Walczącej mignęła mi znajoma twarz. „Zaraz, zaraz czy to nie jakiś znajomy dziadków z Ursusa. Z Solidarności? Hmm...”, nagle olśnienie „O rany, przecież to Jan Pietrzak! Wychowałam się na jego piosenkach!”.
Próbuję dojrzeć miejsce, w którym mogą zbierać podpisy, ale nawet kiedy staję na palcach to widzę tylko nieprzebrane morze ludzi. Ktoś wspina się na latarnię i odczytuje treść naszego apelu do premiera. Krzyczy ile sił w płucach, bo nie ma mikrofonu, ani megafonu, a ludzie co chwila zaczynają śpiewać hymn i „Boże, coś Polskę” (ze słowami, których zawsze uczono mnie w domu: „Ojczyznę wolną, racz nam wrócić Panie”, bo jak mawiała babcia „my wciąż nie mamy wolnej Ojczyzny”). W końcu udaje się uciszyć rozśpiewane tłumy i organizator spotkania może kontynuować swoje wystąpienie. Podchodzi do mnie starsza kobieta ze łzami w oczach i mówi: „To jest Polska! Ze słupa, bez mikrofonu. To jest Polska!”, odpowiadam jej: „nareszcie...”. Obok słyszę kobiety około 40-tki:
Wbrew temu, co by można było sądzić atmosfera tłumu była wesoła, ludzi rozpierała energia. Co jakiś czas tłum wybuchał śmiechem na kolejne hasła rzucane w eter. Większość z nich była podchwytywana, jednak stojący obok mnie 20-kilkulatek próbował namówić nas do krzyczenia „Precz z pospólstwem!”, jednak jego podział na sylaby: „No, co? Po-spól-stwo” nie wydał nam się dobry do skandowania, za to wywołał ogólną wesołość. Oczywiście były i chwile wzruszeń. Kiedy drugi organizator wspiął się na latarnię i poprosił o minutę ciszy, ludzie po kolei zaczęli unosić ręce w znaku zwycięstwa (V), a on się wzruszył. Wzruszony mężczyzna i to młody to chwytający za serce widok. Przyszedł i Mariusz Bulski to ten niby-aktor, co to go nikt wcześniej nie znał. „Mówiłem prosto z serca! Nikt mi nie zapłacił!”, tłum chórem: „wiemy!”, Bulski: „Wszyscy jesteśmy aktorami tej wielkiej tragedii!”. Ludzie z radością zaczęli mu machać, po czym rozległo się: „Nie jesteśmy aktorami!”. Przemówił do nas także Andrzej Melak, brat Stefana Melaka: „Bóg, Honor, Ojczyzna!” - ostatnie słowo wykrzyknął cały tłum.
W międzyczasie ludzie składali podpisy, użyczali sobie nawzajem pleców, długopisów, uśmiechali się do siebie. Obok mnie kobieta w średnim wieku odebrała telefon:
Półtorej godziny zleciało jak z bicza strzelił. Na własne oczy tego nie widziałam, ale z relacji znajomych wiem, że w pewnym momencie policja zaczęła spisywać ludzi. Podszedł do nich Redaktor Pospieszalski i zgłosił na ochotnika – żeby jego pierwszego spisali, zanim ludzie ustawili się w ogonku, żeby i ich spisali. Policjanci, nieco stropienie, zrezygnowali. Dostrzegłam, że stoję blisko Marka Króla (znanego z felietonu „Nie polezie Orzeł w GW-na, po którym wyrzucona go z „Wprost”) i jakoś nie tak spontanicznie podeszłam do niego i uścisnęłam go za rękę:
Język mi się zaczął plątać i pewnie jak zwykle się zarumieniłam. Jeszcze raz podziękowałam i poszłam do domu. „Nie, mylę się. Właśnie teraz możemy sobie to miejsce wywalczyć!”.
Następnego dnia moja ulubiona gazeta gadzinowa „GW” napisała, że przed Pałacem znalazło się 300 fanatyków. Napisała cztery zdania, na 9. stronie.
I tym zakończę, choćby i nas było 300., a nie 3 tysiące to i tak bylibyśmy jak Ci Spartanie – niezłomni i groźni.
niedziela, 09 maja 2010
Nietypowy polski knebel
Tusk: "Czasami, aż mi się przykro robi, kiedy słyszę ludzi, którzy z różnych powodów tworzą polityczne insynuacje wokół zdarzenia, gdzie powinniśmy sobie wszyscy maksymalnie pomóc, a nie robić typowe polskie piekło. Wydawało się przez kilkanaście dni, że wreszcie unikniemy typowego, polskiego piekła, dzisiaj mam wrażenie, że nie jest..., nie mam stuprocentowej pewności, że tak będzie. (...) Jest zatem rzeczą kluczową, aby posłowie wszystkich ugrupowań odrzucili pokusę wykorzystywania tej sprawy bezpośrednio w kampanii wyborczej".
Edmund Klich: "Propozycja ze strony rosyjskiej była że najbezpieczniej jest... to znaczy to było hasło właściwie, nie propozycja, bo trudno, żeby na tym etapie już była propozycja, prawda, że załącznik 13. do konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym - tzw. konwencji chicagowskiej precyzyjnie określa procedury".
Czyżby rząd nie znał naszych konwencji i umów? (Więcej: Bronisław Wildstein Przedstawia) A co do tego, że naszemu premierowi "czasami aż się przykro robi"... No cóż... Może Putin, w swej dobroci, go utuli?
Propozycja pseudonimu dla Tuska: Ruska Morda
poniedziałek, 03 maja 2010
Czy wy nas macie za idiotów?
10 kwietnia 2010 ok. Godz. 10.41
Jakieś 10 minut później:
Kilka godzin później:
Czy tylko ja mam wrażenie, że gdyby sytuacja była odwrotna i zginąłby nasz premier, a nie prezydent to Rosjanie nie położyliby łap tak łatwo (i z naszym PEŁNYM PRZYZWOLENIEM) na naszych czarnych skrzynkach, laptopach, telefonach i Bóg wie czym jeszcze?! Że to oni, co najwyżej, mogliby obserwować nasze śledztwo, a nie odwrotnie?! Śmiem twierdzić, że nawet Rosjanie nie spodziewali się po naszym Państwie tak dalece idącego włazidupstwa i stąd opóźnienie w podanej godzinie katastrofy. Ależ Putin musiał mieć uciechę, kiedy premier Tusk zaczął się powoływać na konwencję chicagowską, która ewidentnie nie ma zastosowania w tej sprawie. Jaka to była uciecha kiedy okazało się, że i komisji międzynarodowej nie będziemy prosić o pomoc, a wszystko zostawiamy w rękach „naszych braci Rosjan”. I niech mi ktoś, proszę, wyjaśni po jaką cholerę premier poświęcił nam tyle swojego czasu, żeby wyjaśnić zasady konwencji chicagowskiej, skoro ponoć zastosowanie ma jedynie konwencja strasburska (źródło)??? Znów robi się z nas idiotów. Motywację Rosjan w pełni rozumiem, nigdy nie udawali, że nasz kraj jest im bliski czy drogi, jednak co kieruje POLSKIM premierem? Może zapomniał jakiemu krajowi służy?! Bo Moja Ojczyzna jest Ojczyzną ludzi dumnych, prawych i odważnych, którzy w nosie mają to czy Putin się obrazi czy nie.
Polecam ostatni program Bronisława Wildsteina, rodzą się po nim kolejne wątpliwości, ale po to jesteśmy Polakami i patriotami, by domagać się wyjaśnienia tych wątpliwości, a nie ich stłumienia i zakrzyczenia słowami: „cicho sza oszołomy, bo Putina wkurzycie! Won!”.
To o taką Polskę walczyli nasi dziadkowie, za taką Prawdę przelewali krew? Czy nie mierziłaby ich taka służalczość i wiernopoddańczość wobec Rosji?
Nowy Wyczekany Przyjaciel Polski
sobota, 01 maja 2010
O świętej krowie...
Nie będę pisała o polityce, o katastrofie, wszystkie informacje pięknie gromadzi Kataryna, nie ma więc potrzeby, bym powielała coś, co jest napisane świetnie. Natomiast spokoju nie może mi dać jedna sprawa świętej krowy... I nie, rzecz ta nie będzie traktować o Indiach. 11 kwietnia obejrzałam „Katyń” Wajdy, nad którym 'wszyscy' tak pieją i z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że bardziej wzrusza mnie reklama Alexa zbudowanego z wektorów, na której to Alex gubi futerko (ten spot ma propagować matematykę). Nic, kompletnie nic ten film w sobie nie ma. O, nie, przepraszam! Fragmenty filmów dokumentalnych, archiwalnych – tak, na ich widok ścisnęło mnie w gardle i w żołądku, może nawet popłynęła łza, ale niewielka w tym zasługa reżysera. Wszyscy się cieszą, że „Katyń” będzie teraz oglądany na całym świecie. Szczerze wątpię. Po pierwsze jeśli ktoś nawet nie wie gdzie Polska leży, to co go obchodzi nasza tragedia, a po drugie jeśli już nawet usiądzie przed telewizorem to nie sądzę by dotrwał do końca. Nie ma w tym filmie postaci, która zdążyłaby do siebie „przywiązać”, którą obdarzylibyśmy uczuciem i płakali nad jej nieszczęściem. Oczywiście, sama Zbrodnia Katyńska wyciska łzy, wystarczy się nad nią zastanowić, tak by ją sobie uświadomić, ale film nie. Oglądając film spróbowałam wczuć się w cudzoziemca i jedyny wniosek, jaki mi się nasunął to to, że jeśli nie byłabym zapaleńcem historii nie wiele bym z tego filmu zrozumiała. Najpierw w Krakowie są Niemcy, potem ni z tego ni z owego Rosjanie, część Polaków z nimi kolaboruje i nikt ich specjalnie za to nie tępi... „Katyń” zaczyna się sceną wywożenia naszych oficerów, o tym jak dzielnie walczyli, jak zostali pojmani, o tym jakimi byli ludźmi ani słowa. Żebyście zrozumieli do czego zmierzam podam przykład innego filmu, tym razem Hoffmana: „Znachor”. Nie żeruje na polskiej tragedii, by domagać się współczucia i by zatkać gęby krytykom. Pokazuje obraz Polaków, jakich chciałoby się mieć przy sobie. Z ich przywarami, ale i wielkimi sercami. Takich Polaków można pokochać! Do nich się można przywiązać, ich chce się poznać! Mogę oglądać ten film codziennie i codziennie będę płakać na nim jak dziecko, bo jest zrobiony z sercem, bo opowiada o ludziach, a nie samym wydarzeniu. Porusza najczulsze struny. Strach się bać skrytykować „Katyń”, powiedzieć co się naprawdę myśli. Tymczasem, kiedy rozmawiam na temat tego filmu z przypadkowymi ludźmi to często powtarzają jedno słowo: „gniot”. Ale kiedy pytam czemu mówią to tylko w wąskim gronie (łatwo można zaobserwować, że gdy do rozmowy chce się przyłączyć więcej osób to nagle zmieniają zdanie) odpowiadają „bo jakoś tak nie wypada o Katyniu źle mówić...”. Jednym zręcznym ruchem - nadaniem filmowi tytułu „Katyń” Wajda uciekł przed wszelką krytyką. Strach się bać, bo gdy twórca potęgi "Wprost" Marek Król odważył się zakpić z Wajdy i Michnika wyleciał z hukiem z rzeczonego tygodnika. Zagorzali obrońcy Wajdy wyciągają wciąż te same, dwa, nudne już argumenty. Po pierwsze antysemityzm: jeśli krytykujesz Wajdę to znaczy, że jesteś antysemitą. Zdaje się, że niektórych prześladuje piosenka Leszka Czajkowskiego...:
Śpiewka o antysemitach
Goj goj goj
Argument numer dwa: Wajda dostał Nobla... No cóż, pudło - dostał Oscara. (Dziękuję czytelniczce za zwrócenie mi uwagi, bo nawet nie podejrzewałam atakujących o taki brak kompetencji). A nawet gdyby dostał... No cóż, Obama też dostał (Nobla, Oscara jeszcze nie).
czwartek, 29 kwietnia 2010
Lepiej
Chodzą o mnie cięte plotki tu i tam |
O autorze
Zakładki:
Tagi
|