Chodzą o mnie cięte plotki tu i tam Że konfliktogenny sposób życia mam Lizusostwa nienawidzę Swych poglądów się nie wstydzę I z autorytetów szydzę Bo w ogóle jestem cham ...
Kategorie: Wszystkie | Cięte | Polityka | Refleksje | Społeczeństwo
RSS
poniedziałek, 31 maja 2010
Z cyklu moherowe stringi i bokserki

 

To zdjęcie zrobiłam specjalnie dla "Gównianej", żeby mogli w niej pisać, że na PiS głosują tylko staruszki i bezdomni. Ale, o zgrozo (!), w plan wkradło mi się jakieś dziecko i kobieta w kwiecie wieku, choć dojrzała:

 

mohery

Dalej, zapluty karzeł reakcji (na rękach):

karzeł reakcji

Jedno zdjęcie kradzione, ze środka tłumu:

 

Dalej zdjęcia z wczoraj (30 maja) - czyli "mohery zatwardziałe"

 

zatwardziały moher

 

Nawet moherowe włosy mają!

 

 

Kolejny zapluty karzeł reakcji, na dodatek z nalepką "Polska jest najważniejsza!":

A tu karłów cała gromadka:

Mohery pod sztandarem:

Niektóre (mohery) mają nawet czelność być bardzo zgrabne!

A to najgorsze, co może być czyli zakochane mohery, zdolne do płodzenia malutkich karzełków reakcji:

Co za ohyda!

I na koniec:

Chcieliście Irlandii no to ją macie

 

Tusk wreszcie dotrzymał obietnicy! Miałam już takie podejrzenia w zeszłym roku, ale dziś jestem pewna! Przekonana jestem, że zaraz część z Was, Szanowni Czytelnicy, zacznie krzyczeć, że to tlement kampanii, ale tym razem nie przyłączę się do tego chóru.

 

Otóż Charczący (z niemiecka) Donek obiecał nam swego czasu, że w Polsce będziemy mieć Drugą Irlandię (powinniśmy mieć pierwszą, rzecz jasna, ale wszystko w swoim czasie) no i mamy! Ludziska, mamy! Wyjrzyjcie przez okno! Kolejny dzień leje bez przerwy! A u kogo nie leje, ten pewnie walczy właśnie o swój dobytek, bo lało wcześniej i go zatopiło. Wstyd się przyznać, ale na terenach niezalewowych naszym jedynym zmartwieniem jest to, że prania nie ma jak wysuszyć.

Jeszcze tylko jeden krok dzieli nas od pełni sukcesu: kryzys przez duże "k". "Nawet zagorzali pesymiści nie byli w stanie wyobrazić sobie gorszego początku roku dla Irlandii: kryzys systemu bankowego, upadła bogata w tradycje firma Waterford Wedgwood, największy eksporter, Dell, przenosi produkcję do Polski, rekordowy wzrost bezrobocia. W obliczu dziur budżetowych państwo może stracić swoją wiarygodność finansową. Celtycki tygrys, niegdyś wzór dla Europy, jest wykończony." (źródło)

 

Wówczas nasz wspaniały przywódca mógłby dziarsko zaśpiewać (Bronek by chórki robił):

 

Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie!

(Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie)

Chcieliście Irlandii, no to ją macie!

Skumbrie w tomacie, pstrąg

 

 

 

Taki będzie efekt Cudu Donka. Dzień w dzień.

On nawet cyrografu nie sprawdził dokładnie.

niedziela, 30 maja 2010
Bronek siedzi w Budzie... Ruskiej

Nic dziwnego, że szczeka jak ruski Burek.

 

 

Nie wiem czemu, ale słowa naszego marszałka/

p.o. prezydenta/ kandydata na prezydenta: "Odpowiadam:

konkretnie z całej Polski" kojarzą mi się z głupim kawałem...

 

 

 

W jakim kierunku przemieści się żaba, gdy spuści się na nią z dużej wysokości kamień?

Żaba przemieści się równomiernie we wszystkich kierunkach.

 

Bronek

wtorek, 25 maja 2010
Apokalipsa Palikota czyli o Szatanie, Antychryście i Fałszywym Proroku
„Potem ujrzałem inną Bestię, wychodzącą z ziemi: miała dwa rogi podobne do rogów Baranka, a mówiła jak Smok. I całą władzę pierwszej Bestii przed nią wykonuje, i sprawia, że ziemia i jej mieszkańcy oddają pokłon pierwszej Bestii, której rana śmiertelna została uleczona. I czyni wielkie znaki, tak iż nawet każe ogniowi zstępować z nieba na ziemię na oczach ludzi. I zwodzi mieszkańców ziemi znakami, które jej dano uczynić przed Bestią, mówiąc mieszkańcom ziemi, by wykonali obraz Bestii, która otrzymała cios mieczem, a ożyła. I dano jej, by duchem obdarzyła obraz Bestii, tak iż nawet przemówił obraz Bestii i by sprawił, że wszyscy zostaną zabici, którzy nie oddadzą pokłonu obrazowi Bestii. I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia - imienia Bestii lub liczby jej imienia. Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.” (Ap 13,11-18 ) Jeszcze fragment z Koranu: „A kto jest bardziej niesprawiedliwy aniżeli ten, który wymyśla kłamstwo przeciwko Bogu? Albo który mówi: "Zostało mi objawione!" - a nic mu nie zostało objawione i który mówi: "Ja ześlę coś podobnego do tego, co zesłał Bóg!". Gdybyś mógł widzieć niesprawiedliwych przebywających w otchłaniach śmierci i aniołów z wyciągniętymi rekami: "Wyprowadźcie wasze dusze! Dzisiaj otrzymacie zapłatę - karę poniżenia - za to, iż mówiliście nieprawdę przeciw Bogu i wynosiliście się dumnie ponad Jego znaki!". (Sura 6,93)
czwartek, 20 maja 2010
Korytko... rzeczki

Bardzo ważny, w obliczu powodzi, wywiad:

"Kaja Bogomilska: Czy rząd PiS zajmował się przeciwdziałaniem skutkom powodzi?

Grażyna Gęsicka: Oczywiście. W sierpniu 2007 roku rząd Jarosława Kaczyńskiego przygotował listę strategicznych inwestycji, które miały być finansowane ze środków unijnych. Umieściliśmy na niej wiele projektów przeciwpowodziowych, w tym projekt dla środkowej Wisły o wartości 200 mln euro. Chroniłby on tereny z obszaru pięciu województw. Przewidywaliśmy obwałowywanie od Koszyc do Płocka, jego umocnienie i naprawę. Była też zaplanowana naprawa zbiornika na Nysie Kłodzkiej, który co prawda jeszcze funkcjonuje, ale dno mu się rozchodzi. Jeśli to się stanie -kilkumetrowa fala wody zaleje Nysę.

K.B.: Co się stało z tymi projektami?

G.G
.: Zostały skreślone przez rząd PO. Była to jedna z pierwszych decyzji, którą nowa minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska podjęła po objęciu stanowiska. Bez wahania odrzuciła wszystkie projekty przeciwpowodziowe dla województwa podkarpackiego w tym budowę istotnego dla zarządzania przeciwpowodziowego zbiornika Kąty-Myscowa na Wisłoce. Nie jestem specjalistką od powodzi. Wiem tylko, że stale wylewa Wisła i Wisłoka. Gdyby te projekty zostały przyjęte, powodzi na pewno nie udałoby się zapobiec, ale skutki katastrofy byłyby o wiele mniej bolesne. (...)"

całość:   http://www.pis.org.pl/article.php?id=15456


Mnie się już nawet nie chce pisać, tak mi ręce opadły, że nie mam siły ich podnosić.

 

 

jak pomóc?

 

Swoją drogą to tyle lat minęło od ostatniej powodzi, że naprawdę nie rozumiem dlaczego mieszkańcy nie domagali się głośno, by coś w sprawie wałów zaczęto robić! Ja wiem, że zwykli ludzie nie dysponują takimi kwotami, żeby samemu coś zrobić, ale gdyby tak poszli do mediów (które przecież uwielbiają wszelkiego rodzaju "sensacje")? Bierność naszego społeczeństwa sama na siebie sprowadza nieszczęścia.

To jest przykre, ale niestety tak uważam. Pewnie usłyszę zaraz, że jestem podła i wstrętna, ale cóż ukształtowały mnie po części polskie media. Moje "zarzuty" dotyczą szczególnie ludzi w sile wieku, bo to oni powinni być zaradni i "obrotni". Obecna powódź też nie jest czymś niezwykłym, bo zdaje się, że powodzie powtarzają się w naszym kraju cyklicznie i można było przewidzieć, że prędzej czy później znów woda wyleje. I co będzie za kolejnych 10 - 13 lat?...

 

koryto

 

środa, 12 maja 2010
300

300

 

10 minut przed planowanym zbieraniem podpisów pod Pałacem Prezydenckim byłam na Placu Bankowym. Z każdym krokiem zbliżającym mnie do Pałacu ogarniał mnie większy niepokój. Żadnych oznak poruszenia, nic nadzwyczajnego. „A jeśli będzie nas tylko garstka? Jeśli spóźnię się te 5minut (z Bankowego to jednak kawałek, zwłaszcza jak się jest dziewczyną 1,60m wzrostu) i nikogo już nie będzie? Nie zdążę się podpisać?”. Miodowa, przyspieszam kroku. Gorąco mi z powodu narzuconego sobie tempa i nagle: „O cholera! Gdzie oni te podpisy zbierają? Taki tłum, że nic nie widzę!”. Ulga.

Pierwsze co rzuca mi się w oczy to stropiona reporterka Polsat News. Jakiś wzburzony człowiek krzyczy do niej: „TVN kłamie!”, a ludzie biją mu brawo. Ktoś podchodzi do niego i mówi, „ale to nie jest TVN, tylko Polsat”, „Tak? A co za różnica?”. Mnie zdziwiło to, że dziewczyna sama nie umiała tego powiedzieć. Nie wie z jakiej jest stacji?

 

Zdziwionix

 

Pod flagą z napisem „Grupy Oporu Solidarni” ze znakiem Polski Walczącej mignęła mi znajoma twarz. „Zaraz, zaraz czy to nie jakiś znajomy dziadków z Ursusa. Z Solidarności? Hmm...”, nagle olśnienie „O rany, przecież to Jan Pietrzak! Wychowałam się na jego piosenkach!”.

mohery

Próbuję dojrzeć miejsce, w którym mogą zbierać podpisy, ale nawet kiedy staję na palcach to widzę tylko nieprzebrane morze ludzi. Ktoś wspina się na latarnię i odczytuje treść naszego apelu do premiera. Krzyczy ile sił w płucach, bo nie ma mikrofonu, ani megafonu, a ludzie co chwila zaczynają śpiewać hymn i „Boże, coś Polskę” (ze słowami, których zawsze uczono mnie w domu: „Ojczyznę wolną, racz nam wrócić Panie”, bo jak mawiała babcia „my wciąż nie mamy wolnej Ojczyzny”). W końcu udaje się uciszyć rozśpiewane tłumy i organizator spotkania może kontynuować swoje wystąpienie. Podchodzi do mnie starsza kobieta ze łzami w oczach i mówi: „To jest Polska! Ze słupa, bez mikrofonu. To jest Polska!”, odpowiadam jej: „nareszcie...”. Obok słyszę kobiety około 40-tki:

  • To by się Bolek zdenerwował, jakby to zobaczył!

  • E tam, jego już od dawna nic nie rusza.

 

Wbrew temu, co by można było sądzić atmosfera tłumu była wesoła, ludzi rozpierała energia. Co jakiś czas tłum wybuchał śmiechem na kolejne hasła rzucane w eter. Większość z nich była podchwytywana, jednak stojący obok mnie 20-kilkulatek próbował namówić nas do krzyczenia „Precz z pospólstwem!”, jednak jego podział na sylaby: „No, co? Po-spól-stwo” nie wydał nam się dobry do skandowania, za to wywołał ogólną wesołość.

Oczywiście były i chwile wzruszeń. Kiedy drugi organizator wspiął się na latarnię i poprosił o minutę ciszy, ludzie po kolei zaczęli unosić ręce w znaku zwycięstwa (V), a on się wzruszył. Wzruszony mężczyzna i to młody to chwytający za serce widok.

Przyszedł i Mariusz Bulski to ten niby-aktor, co to go nikt wcześniej nie znał. „Mówiłem prosto z serca! Nikt mi nie zapłacił!”, tłum chórem: „wiemy!”, Bulski: „Wszyscy jesteśmy aktorami tej wielkiej tragedii!”. Ludzie z radością zaczęli mu machać, po czym rozległo się: „Nie jesteśmy aktorami!”.

Przemówił do nas także Andrzej Melak, brat Stefana Melaka: „Bóg, Honor, Ojczyzna!” - ostatnie słowo wykrzyknął cały tłum.

Melak

W międzyczasie ludzie składali podpisy, użyczali sobie nawzajem pleców, długopisów, uśmiechali się do siebie. Obok mnie kobieta w średnim wieku odebrała telefon:

  • Słuchaj, jestem teraz pod Pałacem, trafiłam przypadkiem na manifestację. Złożę podpis pod rządaniem powołania międzynarodowej komisji i biegnę do teatru na próbę, bo się spóźnię. Za ciebie niestety nie mogę się podpisać – rozłączyła się. - Przepraszam, czy nie wie Pan może czy można złożyć podpis przez internet?

  • Można: www.ruch10kwietnia.org tam jest lista.

  • Dziękuję.

 

Półtorej godziny zleciało jak z bicza strzelił. Na własne oczy tego nie widziałam, ale z relacji znajomych wiem, że w pewnym momencie policja zaczęła spisywać ludzi. Podszedł do nich Redaktor Pospieszalski i zgłosił na ochotnika – żeby jego pierwszego spisali, zanim ludzie ustawili się w ogonku, żeby i ich spisali. Policjanci, nieco stropienie, zrezygnowali.

Dostrzegłam, że stoję blisko Marka Króla (znanego z felietonu „Nie polezie Orzeł w GW-na, po którym wyrzucona go z „Wprost”) i jakoś nie tak spontanicznie podeszłam do niego i uścisnęłam go za rękę:

  • Chciałam pogratulować Panu odwagi.

  • Dziękuję – on też mnie uścisnął i tak staliśmy przez cały czas rozmowy.

  • Widzi Pan, ja skończyłam dziennikarstwo i widzę, że nie ma dla nas miejsca...

  • Nie ma...

  • Ale ważne, że nawet robiąc coś innego, możemy myśleć to, co myślimy...

Język mi się zaczął plątać i pewnie jak zwykle się zarumieniłam. Jeszcze raz podziękowałam i poszłam do domu. „Nie, mylę się. Właśnie teraz możemy sobie to miejsce wywalczyć!”.

 

Marek Król

 

Następnego dnia moja ulubiona gazeta gadzinowa „GW” napisała, że przed Pałacem znalazło się 300 fanatyków. Napisała cztery zdania, na 9. stronie.

  • Gówniana pisze, że nas 300. było! - mówię do mojego mężczyzny.

  • To tak, jak Spartan.

 

I tym zakończę, choćby i nas było 300., a nie 3 tysiące to i tak bylibyśmy jak Ci Spartanie – niezłomni i groźni.

 

 

Żeby Polska, żeby Polska

Żeby Polska była Polską

 

niedziela, 09 maja 2010
Nietypowy polski knebel

Tusk: "Czasami, aż mi się przykro robi, kiedy słyszę ludzi, którzy z różnych powodów tworzą polityczne insynuacje wokół zdarzenia, gdzie powinniśmy sobie wszyscy maksymalnie pomóc, a nie robić typowe polskie piekło. Wydawało się przez kilkanaście dni, że wreszcie unikniemy typowego, polskiego piekła, dzisiaj mam wrażenie, że nie jest..., nie mam stuprocentowej pewności, że tak będzie. (...) Jest zatem rzeczą kluczową, aby posłowie wszystkich ugrupowań odrzucili pokusę wykorzystywania tej sprawy bezpośrednio w kampanii wyborczej".

To ja zapytam wprost: Co to jest, do jasnej cholery, za bełkot? Co oznacza "typowe polskie piekło"?! Odnoszę wrażenie, że to, w jaki sposób gani (tak, tak gani) nas PO zawsze opiera się na tej samej zasadzie: próbuje się nas zniechęcić do... polskości i zakneblować nam usta.


Oto przykłady:
"Typowe polskie piekło" (Tusk)
"Zaprzestańmy kanibalizmu politycznego" (Saryusz-Wolski)
"Ciszej nad tymi trumnami" (PO ogółem, przy okazji niewigodnych pytań)
Jak dodał [Komorowski], liczy na to, że strona rosyjska "zrozumie polską wrażliwość w kwestiach związanych z brakiem wystarczającego zabezpieczenia terenu katastrofy".
[PAP] - no tak, przecież my jesteśmy  p r z e w r a ż l i w i e n i... Po co robić z igły widły?

Co zaś się tyczy zdania: "Jest zatem rzeczą kluczową, aby posłowie wszystkich ugrupowań odrzucili pokusę wykorzystywania tej sprawy bezpośrednio w kampanii wyborczej". Tak, rzeczywiście jest kluczową sprawą dla PO, żeby posłowie przeciwnych (a nie wszystkich, premier się przejęzyczył) wykorzystawali tragedię smoleńską w swojej kampanii. Tylko na czym to wykorzystanie miałoby polegać? Może należy zdjąć wszystkie billboardy ze zdjęciami ofiar, bo osoba w Centrum zdjęcia jest łudząco podobna do Jarosława Kaczyńskiego? A może mamy nie pisać i nie mówić o tym, że ktoś powinien patrzeć Rosjanom na ręce i to wcale nie dlatego, że wszędzie widzimy spisek, ale właśnie po to, by nas uspokoić? A już na pewno, w żadnym wypadku, nie wolno nam wytykać błędów w rozumowaniu zarówno premiera, jak i jego partii? Pewnie premier miał na myśli wszystkie te punkty, ale zamiast powiedzieć wprost "dajcie nam spokój, bo nie mamy argumentów, żeby się bronić", będzie coś, za przeproszeniem, pieprzył o wykorzystywaniu sprawy smoleńskiej w kampanii wyborczej. O politycznych insynuacjach, których premierowskiej definicji z zaciekawieniem bym wysłuchała.


Tusk: "Już w pierwszych dniach po katastrofie, po przejrzeniu wszystkich możliwości, uznaliśmy że konwencja chicagowska wraz z aneksem 13., a więc przepisy prawa międzynarodowego dają nam elementarne narzędzia i te elementarne procedury postępowania w kontaktach także w relacjach z Rosją w trakcie badania katastrofy i prowadzenia śledztwa".



Tu się z premierem w pełni zgodzę: dała nam  e l e m e n t a r n e  narzędzia, czyli właściwie żadne.

Edmund Klich: "Propozycja ze strony rosyjskiej była że najbezpieczniej jest... to znaczy to było hasło właściwie, nie propozycja, bo trudno, żeby na tym etapie już była propozycja, prawda, że załącznik 13. do konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym - tzw. konwencji chicagowskiej precyzyjnie określa procedury".

To w końcu my zaproponowaliśmy Rosji czy Rosja nam?


Natomiast umowa polsko-rosyjska z 1993 roku, mówiąca o powoływaniu wspólnej komisji polsko-rosyjskiej w wypadku podobnej katastrofy w ogóle nie była brana pod uwagę.

Czyżby rząd nie znał naszych konwencji i umów? (Więcej: Bronisław Wildstein Przedstawia)

A co do tego, że naszemu premierowi "czasami aż się przykro robi"... No cóż... Może Putin, w swej dobroci, go utuli?

 

 

Bierz ich Donek

 

Propozycja pseudonimu dla Tuska: Ruska Morda

poniedziałek, 03 maja 2010
Czy wy nas macie za idiotów?

10 kwietnia 2010 ok. Godz. 10.41

 

  • Towarzyszu musimy działać szybko! Zbierzmy wszystko co się da. Macie sprzęt do zgrywania danych?

  • Da.

  • No to do roboty!

     

Jakieś 10 minut później:

 

  • Macie?

  • Da.

  • Włączyć alarm.

 

Kilka godzin później:

 

  • I po ch** się tak spieszyliśmy?! Polaczki nawet nie poprosiły o umożliwienie im przejęcia śledztwa.

  • Ha, ha, ha!

 

 

Czy tylko ja mam wrażenie, że gdyby sytuacja była odwrotna i zginąłby nasz premier, a nie prezydent to Rosjanie nie położyliby łap tak łatwo (i z naszym PEŁNYM PRZYZWOLENIEM) na naszych czarnych skrzynkach, laptopach, telefonach i Bóg wie czym jeszcze?! Że to oni, co najwyżej, mogliby obserwować nasze śledztwo, a nie odwrotnie?!

Śmiem twierdzić, że nawet Rosjanie nie spodziewali się po naszym Państwie tak dalece idącego włazidupstwa i stąd opóźnienie w podanej godzinie katastrofy. Ależ Putin musiał mieć uciechę, kiedy premier Tusk zaczął się powoływać na konwencję chicagowską, która ewidentnie nie ma zastosowania w tej sprawie. Jaka to była uciecha kiedy okazało się, że i komisji międzynarodowej nie będziemy prosić o pomoc, a wszystko zostawiamy w rękach „naszych braci Rosjan”.

I niech mi ktoś, proszę, wyjaśni po jaką cholerę premier poświęcił nam tyle swojego czasu, żeby wyjaśnić zasady konwencji chicagowskiej, skoro ponoć zastosowanie ma jedynie konwencja strasburska (źródło)??? Znów robi się z nas idiotów.

Motywację Rosjan w pełni rozumiem, nigdy nie udawali, że nasz kraj jest im bliski czy drogi, jednak co kieruje POLSKIM premierem? Może zapomniał jakiemu krajowi służy?! Bo Moja Ojczyzna jest Ojczyzną ludzi dumnych, prawych i odważnych, którzy w nosie mają to czy Putin się obrazi czy nie.

 

Polecam ostatni program Bronisława Wildsteina, rodzą się po nim kolejne wątpliwości, ale po to jesteśmy Polakami i patriotami, by domagać się wyjaśnienia tych wątpliwości, a nie ich stłumienia i zakrzyczenia słowami: „cicho sza oszołomy, bo Putina wkurzycie! Won!”.

 

To o taką Polskę walczyli nasi dziadkowie, za taką Prawdę przelewali krew? Czy nie mierziłaby ich taka służalczość i wiernopoddańczość wobec Rosji?

 

Putin

 

Nowy Wyczekany Przyjaciel Polski

 

sobota, 01 maja 2010
O świętej krowie...

 

Nie będę pisała o polityce, o katastrofie, wszystkie informacje pięknie gromadzi Kataryna, nie ma więc potrzeby, bym powielała coś, co jest napisane świetnie.

Natomiast spokoju nie może mi dać jedna sprawa świętej krowy... I nie, rzecz ta nie będzie traktować o Indiach.

11 kwietnia obejrzałam „Katyń” Wajdy, nad którym 'wszyscy' tak pieją i z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że bardziej wzrusza mnie reklama Alexa zbudowanego z wektorów, na której to Alex gubi futerko (ten spot ma propagować matematykę). Nic, kompletnie nic ten film w sobie nie ma. O, nie, przepraszam! Fragmenty filmów dokumentalnych, archiwalnych – tak, na ich widok ścisnęło mnie w gardle i w żołądku, może nawet popłynęła łza, ale niewielka w tym zasługa reżysera.

Wszyscy się cieszą, że „Katyń” będzie teraz oglądany na całym świecie. Szczerze wątpię. Po pierwsze jeśli ktoś nawet nie wie gdzie Polska leży, to co go obchodzi nasza tragedia, a po drugie jeśli już nawet usiądzie przed telewizorem to nie sądzę by dotrwał do końca. Nie ma w tym filmie postaci, która zdążyłaby do siebie „przywiązać”, którą obdarzylibyśmy uczuciem i płakali nad jej nieszczęściem. Oczywiście, sama Zbrodnia Katyńska wyciska łzy, wystarczy się nad nią zastanowić, tak by ją sobie uświadomić, ale film nie. Oglądając film spróbowałam wczuć się w cudzoziemca i jedyny wniosek, jaki mi się nasunął to to, że jeśli nie byłabym zapaleńcem historii nie wiele bym z tego filmu zrozumiała. Najpierw w Krakowie są Niemcy, potem ni z tego ni z owego Rosjanie, część Polaków z nimi kolaboruje i nikt ich specjalnie za to nie tępi... „Katyń” zaczyna się sceną wywożenia naszych oficerów, o tym jak dzielnie walczyli, jak zostali pojmani, o tym jakimi byli ludźmi ani słowa.

Żebyście zrozumieli do czego zmierzam podam przykład innego filmu, tym razem Hoffmana: „Znachor”. Nie żeruje na polskiej tragedii, by domagać się współczucia i by zatkać gęby krytykom. Pokazuje obraz Polaków, jakich chciałoby się mieć przy sobie. Z ich przywarami, ale i wielkimi sercami. Takich Polaków można pokochać! Do nich się można przywiązać, ich chce się poznać! Mogę oglądać ten film codziennie i codziennie będę płakać na nim jak dziecko, bo jest zrobiony z sercem, bo opowiada o ludziach, a nie samym wydarzeniu. Porusza najczulsze struny.

Strach się bać skrytykować „Katyń”, powiedzieć co się naprawdę myśli. Tymczasem, kiedy rozmawiam na temat tego filmu z przypadkowymi ludźmi to często powtarzają jedno słowo: „gniot”. Ale kiedy pytam czemu mówią to tylko w wąskim gronie (łatwo można zaobserwować, że gdy do rozmowy chce się przyłączyć więcej osób to nagle zmieniają zdanie) odpowiadają „bo jakoś tak nie wypada o Katyniu źle mówić...”. Jednym zręcznym ruchem - nadaniem filmowi tytułu „Katyń” Wajda uciekł przed wszelką krytyką.

Strach się bać, bo gdy twórca potęgi "Wprost" Marek Król odważył się zakpić z Wajdy i Michnika wyleciał z hukiem z rzeczonego tygodnika.

Zagorzali obrońcy Wajdy wyciągają wciąż te same, dwa, nudne już argumenty. Po pierwsze antysemityzm: jeśli krytykujesz Wajdę to znaczy, że jesteś antysemitą.

Zdaje się, że niektórych prześladuje piosenka Leszka Czajkowskiego...:

 

Śpiewka o antysemitach

 

Goj goj goj
....

W obskurnych norach siedzą ukryci
antysemici.
Cali się trzesą od nienawiści
źli szowiniści.
W ich brudnych mózgach rodzą się schizmy
oraz faszyzmy.
Nocą deszczową na świat wychodzą
i strasznie szkodzą.
Wygląda każdy jak obła glizda
wstrętny rasista.
Do tego każdy nam przypomina
wściekłego skina.
Przy nich Drakula z zestawem pejczy
to Europejczyk,
a wilkołaki są jakże miłą
spokoju siłą.
Myślę, że warto na ksenofobii
interes zrobić.
Niech wszystkie antysemickie zmory
kręcą horrory.
Tytuł pierwszego mam już filmika:
"Zły sen Michnika"

odsłuchaj

 

 

Argument numer dwa: Wajda dostał Nobla... No cóż, pudło - dostał Oscara. (Dziękuję czytelniczce za zwrócenie mi uwagi, bo nawet nie podejrzewałam atakujących o taki brak kompetencji). A nawet gdyby dostał... No cóż, Obama też dostał (Nobla, Oscara jeszcze nie).

 

święta krowa

 

List otwarty do Andrzeja Wajdy

czwartek, 29 kwietnia 2010
Lepiej

 

Chodzą o mnie cięte plotki tu i tam
Że konfliktogenny sposób życia mam
Lizusostwa nienawidzę
Swych poglądów się nie wstydzę
I z autorytetów szydzę
Bo w ogóle jestem cham

Oszołomem mnie uczynił ślepy traf
Ale świat od przydupasów pęka w szwach
Co buszują w polityce
I głosują na lewicę
Kończą szkoły a w praktyce
Są głupkami, że aż strach

Lepiej być nazwany draniem
A zachować własne zdanie
Bo lewackie mózgów pranie
Bez odświrowania trwa
Bo psychiczna to kastracja
Total-uniformizacja
Cudzych myśli okupacja
To świnienie swego ja

Czasem myślę czy nie warto w ramach prób
dla spokoju prawicowy zamknąć dziób
Zamiast mieszkać w Ciemnogrodzie
Europejskiej sprostać modzie
Kosińskiego czytać co dzień i pedałów zwiedzić klub.

Chociaż przyszłość ma poprawny model wasz
Obłe życie wciąga człeka niczym hasz
Jednak spiszcie mnie na straty
Kręgosłupa nie mam z waty
Wolę zbierać tęgie baty
ocalając przy tym twarz.

Śpiewnik Oszołoma

 
1 , 2 , 3
ministat liczniki.org